Oglądasz wypowiedzi wyszukane dla frazy: bijatyki na ulicy filmik





Temat: Gry Które Polecacie
To ja polecam Def Jam Fight fo New York :mrgreen: wypasiona jest i jeszcze Fifa Street
Więc nie wszyscy mogą wiedzieć o czym są dane gry to opisujcie od razu-tylko nie wklejać recenzji tak kilka słów i na jaką platforme. To ja zaczne Def Jam Fight for New York-bijatyka PS2. Walczymy w niej raperami na ulicach :mrgreen: Snoop Dog i tee sprawy...Na początku kariery tworzymy swojego zawodnika i to jego rozwijamy, wybieramy styl walki, ubrania itd. Walczymy a między walki są wplecione filmiki Na koniec czeka nas dość krótka walka z boss'em SnoopDogiem
Fifa Street-sportowa PS2 chyba wiadomo piłka noożna na ulicy. 3 + bramkarz, można fane ticki robić



Temat: Ankieta Forumowicza
Imię: Damian
Wiek: rocznik '93
Skąd sie wzięła moja ksywka: od imienia
Skąd się wziął mój avatar: był na forum w archiwum
Motto: wszystko da rade
Ulubiony cytat: nie mam
O innych forumowiczach: są spox
Ulubiony forumowicz: nie mam
Najbardziej znienawidzony forumowicz: też nie

Posiadany PC: żal.pl
Teraz gram w: na przemian
Ulubiony gatunek gier: rpg, sport, bijatyki, akcja, strategia
Ulubiona gra: trudno określić
Ulubiona gra Nekketsu: Kakutou densetsu
Ulubiona postać Nekketsu: Kunio
Największy zawód (gry): hmmm...nic mi nie przychodzi do głowy
Najbardziej oczekiwana gra: nie ma takiej

Hobby (po za PC i Konsolami): sport
Teraz czytam: aktualnie nic
Ulubiona książka: Karmazynowy Legion
Teraz słucham: troche rocka, troche techno
Najlepszy zespół muzyczny: nie ma takiego
Ulubiony film: cała seria rocky
Najlepszy aktor/aktorka: Arnold Schwarzenegger
Sport: bigi krótkodystansowe
Na bezludną wyspę zabrałbym: kompa
Najszczęśliwsze dni: każde zakończenie roku szkolnego
Najbardziej cenię w ludziach: prawdomówność
Najbardziej mi mierzi w ludziach: nie dotrzymywanie danego słowa
Co cenię w sobie: hmmm...nie wiem
Co chcę zmienić: nie powiem
Przedmioty, z którymi jest się emocjonalnie związanym: kumputer
Czego bym w życiu nie zrobił: nie rozebrałbym sie na golasa i biegał po ulicy
Zawsze marzyłem o: motorze
Rozczarowałem się: raczej niczym
Rozśmieszyło mnie: dzisiejsze szkolne przedstawienie





Temat: 12 edycja Bombay Dreams + pokaz filmu "Manithan"
Brakuje Ci pieniędzy na wyprawę do Bombaju? Przecież Bombaj jest w Warszawie! A "dojazd" kosztuje tylko parę złotych!
Już po raz 12 w klubie Jadłodajnia Filozoficzna odbędzie się kultowa impreza Bombay Dreams - muzyczny pociąg do Bollywood, ze stacjami w Kollywood i Tollywood.
Największe hity hindi, tamilskie i telugu. Podczas podróży nie grozi Ci głód. Zadba o to pan Ashok i jego restauracja Namaste India - jak zwykle będą serwować najlepsze indyjskie przysmaki. Nasi pasażerowie jak zwykle mogą liczyć też na dodatkowe atrakcje. Będziemy pokazywać teledyski i zdjęcia, a dla tych którzy zdecydują się kupić bilety w przedsprzedaży - atrakcyjne nagrody!

12 edycja Bombay Dreams
24 luty 2007 r. godz. 20.30
Bilety 5 zł (przedsprzedaż), 8 zł w dniu imprezy

Przed Bombay Dreams, o godz. 17.00 pokażemy Wam film tamilski "Manithan" z 1987 r.
To film, w którym główną rolę gra Superstar Rajnikanth - jedna z największych, jeśli nie największa gwiazda kina tamilskiego.
"Manithan" jest tłumaczone jako "Human being". Rajnikanth wciela się w nim postać "jedynego sprawiedliwego", który walcząc z przeciwnościami losu broni sprawiedliwości. To film dla osób, które chcą posmakować nieco oldschoolowego klimatu, nie mają nic przeciwko licznym bijatykom (ukazanym w kuriozalny i często absurdalny sposób) i chcą zobaczyć nieco inne spojrzenie na Indie - nie salony i pałace tylko riksze i ulice... Nie jest to na pewno kino ambitne, ale dostarczy Wam niemało rozrywki. Do tego porażające klipy utrzymane w stylistyce lat 80. Ten film to jeden z największych hitów w karierze Rajnikanth'a.
Serdecznie zapraszamy. Niestety z powodu ograniczeń lokalowych film obejrzeć może tylko 40 osób. W momencie kiedy rozpocznie się przedsprzedaż biletów na Bombay Dreams do nabycia będą tzw. żólte bilety - wydrukowane na żółtym papierze. Kosztują one tyle samo co bilety na normalne Bombay Dreams czyli 5 zł. Uprawniają one jednak do wstępu zarówno na film jak i na imprezę i tak jak pozostałe są kuponami biorącymi udział w losowaniu nagród.
Białe bilety - na białym papierze kosztują również 5 zł i jest ich nieco więcej niż żółtych [] One uprawniają do wstępu tylko na imprezę i wzięcia udziału w losowaniu nagród.
Przedsprzedaż ruszy najprawdopodobniej od poniedziałku 12 lutego.




Temat: Jak nas ganiano.
Historia z dnia, w którym odbywał się drugi zlot Syren, był to nadzwyczaj napchany imprezami dzień. Czerwiec 2001. Najpierw pojechalismy na Warszawski Weteran Bazar, który wtedy odbywał się na bemowie, później podjechaliśmy pod pałacyk Muzeum Woli na zlot Syren, następnie podjechaliśmy na start rajdu politechniki gdzie spotkaliśmy się z Lesiem. Kolejnym punktem było pojechanie do Radomia obejrzeć Syrenę 101. Namiar był z ogłoszenia w raczkującym Automobiliście: Syrena 101, Radom, ul. Południowa 12, 1200 PLN, bez telefonu. Pojechaliśmy. Zwiedzanie ulicy Południowej zajęło nam dłuższą chwilę, gdyż nie mogliśmy znaleźć numeru 12. Pytaliśmy się wszystkich i nikt nie wiedział, dopiero właściciel myjni na Południowej 10 wykrzyczał: Co? Południowa 12! Nie ma i nie było! Pewnie Syreny szukacie, to jest jakiś żart. Nigdy nie było Południowej 12 ani żadnej Syreny, ciągle tu przychodzą i Syreny szukają.
W takim razie postanowiliśmy zwiedzić miasto. Na jedynej głównej ulicy zaczęliśmy robić zdjęcia podwórek z ciekawymi antresolami i galeriami, już wtedy przechodnie zaczęli na nas krzyczeć, bluzgać itd. Na argument, że my to dla siebie robimy, bo ładne, nikt nie zwracał uwagi. Nie wierzyli, na pewno chcemy coś ukraść, zepsuć, wykupić. Czyli mierzyli nas własną miarą. Totalnie zdegustowani Radomiem postanowiliśmy pojechać w kierunku Kozienic, gdyż na samym końcu Radomia na tej trasie na złomie stała Syrena Laminat na dachu Berlieta. (http://www.syrenalaminat.republika.pl/lam11/lam11-01.jpg – moje zdjęcie, które później zrobiło karierę na internecie) Była niedziela, złom był nie czynny, więc poszliśmy wzdłuż płotu zrobić zdjęcia. Przy okazji robiliśmy jeszcze film, taki dzień trzeba było uwiecznić. Minęło może 3 minuty, a tu idzie łysy koleś z bejsbolem, a za nim teściu w stroju klasycznego rolnika. Rozpoczęła się idealna kłótnia. Mam nawet urywki na wideo. Wyzwiskom nie było końca, na szczęście do bijatyki nie doszło.
Radom to niezbyt ciekawe miasto.
Potwierdzeniem tego była podróż Syreną 104 Janosika z Nowego Sącza do CMS-u. Wszędzie nas witali pozdrowieniami i uśmiechami. Za to w Radomiu już przy pierwszej posesji dostaliśmy „faki”. O okrzykach z innych samochodów o złym prowadzeniu się mojej matki nie wspomnę. Nie wiem dlaczego Syrena wywołuje u nich takie reakcję. Widocznie tam trzeba być troglodytą w BMW.



Temat: Najgorsze gry w ktore graliscie i najwieksze rozczarowania
Coz, bylo wiele slabych gier jakie przewinely sie przez moje rece ale moge to powiedziec dopiero teraz, z perspektywy czasu (jak mialem 7-8 lat to swietnie bawilem sie prawie przy wszystkim). Dzis jako naprawde doswiadczony gracz moge powiedziec jakie to gry byly najgorzszymi w jakie gralem (niestety wszystkich nie pamietam).

Jedna z najgorszych gier w jakie gralem jest Digimon World 2 na PSXa. Nedzna grafika, glupawy system walki oraz bijaca ze wszystkich stron nuda. Pogralem w to 5 minut i czym predzej pozbylem sie tego crapa. Jakbym mial to dzis ocenic to dalbym ze 3/10.
Kolejnym crapem jaki niegdys trafil w moje rece byla gra o surfingu (takze na PSX). Niestety tytulu nie pamietam, za to pamietam idiotyczna kamere oraz glupawe sterowanie.
Ciezko mi przypomniec sobie jakies inne "uposledzone" gry.

Jesli idzie o rozczarowania to najpierw postawie tu Dragon Ball Z Ultimate Battle 22 na PSXa. Spodziewalem sie po tej grze naprawde ciekawej bijatyki. A co dostalem? Coz, gra byla malo dynamiczna (w przeciwienstwie do anime), postacie mialy malo ciosow (nawet jak na bijatyke 2D), a i tla w 3D wygladaly bardzo marnie. Jedyne co w tej grze mi sie spodobalo to calkiem niezla muzyka oraz sprite'y postaci (wygladaly naprawde zacnie). Ogolnie bardzo sie na tej grze zawiodlem.
Mam tu jeszcze nowsze produkcje, ktore mnie rozczarowaly. Najpierw (i przede wszystkim) Assassins Creed na PS3. Zanim kupilem ten tytul naogladlem sie wielu filmikow i czytalem wiele tekstow na temat tej produkcji. Obiecywano takie rzeczy, ze nie moglem sie doczekac kiedy w to zagram. Sytuacja jednak ulegla zmianie gdy gra trafila w moje rece. Pogralem tak ze 2 godziny i stwierdzilem - "Crap!". Gra jest na maksa odtworcza, ma strasznie nuzaca fabule, a skradanie sie to calkowita porazka. AI przeciwnikow to wogole jakas kpina. Przyklad? Altair (glowny bohater) idzie sobie po ulicy i widzi przed soba straznika. Podchodzi do niego, wbija sztylet w plecy. Koles zaczyna odstawiac "sceny" po czym pada na ziemie. Przechodnie, mimo tego iz widza ze w poblizu straznika nie bylo niko innego oprocz nas, nie wiedza kto dokonal zbrodni. smiech na sali . Jedyne co ta gra ma dobrego to grafa. Ale ona w grze jest akurat najmniej wazna. Gamplay spartolono na maksa. Na szubienice z tym Altairem.
Do kolejnych rozczarowan zaliczam FFXII. Jednak tu nie bede pisal co o nim mysle (zerknijecie do tematu o FFXII to zobaczycie).

Jesli idzie o sprzet to chyba wymienie Wii. Cemu? Otoz konsola graficznie nie oferuje zbyt wiele ponad GC, a jest drozsza niz X360 (ten z kolei ma grafike na rowni z PS3). Oczywiscie doceniam kilka gier na ta platforme ale mysle, ze cena jest nieco zbyt wysoka. Koniec.



Temat: Pakernia

Sztuki walki są fajne, ale głównie na zawodach i pokazach. W życiu codziennym, w awaryjnych, nagłych sytuacjach często nie ma czasu by zastanawiać się nad technikami, ułożeniem rąk, kierunkiem wyprowadzenia ciosu itd.. Decydują odruchy i refleks.

Taki jest KM , BJJ , tu się nie myśli , robisz nie myślisz.
Tego Cię uczą na treningach działania , bez myślenia.

A widowiskowość tylko na pokazach , gdzie wcześniej układamy takie pokazy. Jeśli chodzi o starcie na serio , jest to takie brzydkie (w sensie widowiska) ze nie da się tego oglądać.
To nie karate , gdzie machasz machasz i nic , tu wychodzą 3/4 uderzenia i to jest już koniec.

A jeśli o BJJ
http://pl.youtube.com/watch?v=Nlp-3AbZd ... re=related

Może i widowiskowe , ale tak brutalne , i skuteczne .... tylko wymaga o wiele więcej niz KM

Nie wiem jak wy, ale ja spotkałem się z instruktorami sambo, kraf magi czy comabtu, którzy uczyli zachowania się na ulicy, postawy psychicznej itd. I najlepsza walka jest walka bez walki.

Żeby opanować perfekcje najłatwiejsze techniki trzeba je wykonywać codziennie. To prawda że w bijatyce ulicznej w nerwach może nie wyjsc blok czy uderzenie.

Poza tym na ulicy nie ma żadnych zasad, wiec można spotkać bejsbola, gaz czy płytkę chodnikową, a juz niemowie że raczej jest tak - dwóch na jednego lub więcej.

Filmik z zawodnikami Preide fajny i lubię oglądać jak sie napieprzają. Ale trzeba mieć zryty beret walcząc zawodowo w czymś takim.

Motto Brucea Lee " Najlepsza jest walka bez walki""

Bardzo mądre powiedzenie



Temat: Chuligani
Niestety prawda jest taka, że to bydło jest najbardziej widoczne. Widać zatem, że i w interesie normalnych kibiców jest pozbycie się tego właśnie bydła.

Zresztą nie do końca rozumiem także i tych 'normalnych' kibiców. Mam kumpla który kibicuje Stali, jest całkiem spokojnym człowiekiem i na pewno nie wdaje się w żadne tam bijatyki, ale z drugiej strony kolekcjonuje jakieś naklejki z napisami w stylu 'urodzeni by zadawać ból' i tym podobne idiotyzmy. Widać, że tez nie ma do końca równo pod sufitem . Prawda jest taka, że ruch kibicowski w Polsce jest zdominowany przez tą hołotę i niestety jakoś sam się chyba do niej dostosowuje.

Byłem akurat w centrum Krakowa kiedy maszerował wielki pochód fanów Wisły. Było to parę tygodni temu, Wisła zdaje się odebrała wtedy puchar. Co z tego, że większość ludzi, którzy tam szli, to byli w miarę normalni piłkarscy kibice. Skoro słychać było tylko klnące na potęgę, agresywne i chamskie łyse towarzystwo.

Gdybym ja stanął na środku ulicy i zaczął wrzeszczeć przekleństwa, antysemickie hasła, obrażać policję, to zapewne za 2 minuty już ktoś by mnie zgarnął. Ale jak to jest banda łysych idiotów, to policja jedzie spokojnie i nie reaguje. Za to co oni tam robili (a byli jak na bandę kiboli spokojni) powinni zostać wszyscy wyłożeni na glebę, skuci i zawiezieni w odpowiednie miejsce. Ale już widzę co by się działo, gdyby policja zareagowała - afera na całego, spokojni kibice niewinnie sobie szli, a brutalna policja ich spałowała. Bo przecież okrzyki typu 'je#ać żydów, je#ać policję - to nic złego'.

Gdyby nie było kibolstwa, to i policja nie miała by powodów do 'łamania porządku' (zresztą jak już mówiłem, w policję 'łamiącą porządek' bez powodu jakoś wierzyć mi się nie chce...).

Jakie to są inne sprawy? Bo wg. mnie kibolskie awantury na stadionach i korupcja to dwie przyczyny tego, że nikt w piłkę nie chce w Polsce wkładać pieniędzy. Bo i po co, żeby nazwę firmy nosili na koszulkach ludzie, którzy znają wynik przed wyjściem na boisko? Których kibice będą rzucać bananami i udawać małpy ilekroć zobaczą Murzyna? Przecież to nie jest reklama tylko antyreklama.

P.S. Nie raz słyszałem te historyjki o brutalności policji. Widziałem nawet parę nagranych filmików. Kolega mi je pokazywał i mówił - 'patrz! oni stoją spokojnie a policja ich pałuje'. Tylko, że tam gdzie on widział spokojne stanie, ja widziałem agresywną hołotę klnącą i plującą w stronę funkcjonariuszy. A znieważenie funkcjonariusza to przestępstwo, art. 226 kodeksu karnego. Tak gwoli przypomnienia.



Temat: Dlaczego to forum nie ma szans...
Znowu mieszasz pojęcia

Dla mnie nie ma żadnej różnicy pomiędzy mszą katolicką, satanistyczną, czy też homosiowatą. Odprawianie którejkolwiek z nich na terenie publicznym, lub prywatnym odprawiającego nie łamie prawa, ani nikomu nie robi krzywdy. Może drażnić, ale to nie jest powód do siłowej interwencji, czy prawnego zakazu. Alternatywą jest metoda francuska - zakaz wszelkiej religijności.
Pamiętasz taki film "Skandalista Larry Flynt"? Szymon Niemiec jest takim Flyntem - to skrajny przypadek, ale jednak mieszczący się w granicach tolerancji.

Przykład z sąsiadem bijącym dziecko jest absolutnie nieadekwatny. Choć pewnie inaczej byśmy ten problem rozwiązywali, bo Ty byś poszedł do prokuratora, a ja bym dał facetowi w zęby
Ale skutek by był podobny - dziecko by było bezpieczne. W stosunkach pomiędzy dorosłymi już taki wyrywny nie będę. Ok 10 procent populacji ma ciągoty sadystyczne, lub masochistyczne, i biją się bo to lubią. Jak ktoś pozwala się regularnie bić, i nie odchodzi, nie idzie na policję etc, to mnie nic do tego. Poprosi o pomoc - udzielę. Ale sam z siebie wtrącać się nie będę.
Na ulicy zazwyczaj interweniuję, bo tam nie znam układów pomiędzy uczestnikami bijatyki - i też zdarzyło się, że jak stuknąłem faceta, który lał babę tak, że krew się lała, to w podzięce baba rzuciła się na mnie z pazurami

Co do słów, świadczących o mówiącym - zdaje się, że dość dawno ustaliliśmy, żem cham i prostak w związku z czym na zawoalowane insynuacje czy ubrane w grzeczne słówka obelgi reaguję bez owijania w bawełnę. Ale wystarczy mnie nie atakować - doskonale odróżniam atak na moje poglądy od ataku na moją skromną osobę. "Mnie" oznacza też osoby w jakiś sposób mi bliskie, i to w dosyć szerokim znaczeniu, bo obejmuje to np Ciebie, czy Marylę.

Co do odpowiedzialności prawnej właściciela forum masz rację. Ale jak jeden użytkownik nawtyka drugiemu, to jest materiał na sprawę cywilną pomiędzy nimi, a nie na sprawę karną. Zawsze chętnie pomogę namierzyć taką osobę - wbrew pozorom nie jest to ani zbytnio trudne, ani pracochłonne.

Co do t0m1-cia - ja byłem przedmiotem jego nieustannych ataków, za które był poklepywany z uznaniem przez przedstawicieli "prawej" strony. Nie spotkałem się zaś z jakimkolwiek potępieniem jego słownictwa przez tychże przedstawicieli, dopóki nie rozszalał się, i nie zaczął atakować ich samych. Akurat Ty go nie poklepywałeś, więc nie musisz pisać protestów.

Ty masz uczulenie na porównywanie do Hitlera, ja mam uczulenie na ograniczanie wolności. Obaj reagujemy w takich przypadkach impulsywnie. Ja jestem liberał, Ty konserwatysta. Ale obaj wiemy, że to nie są postawy wykluczające współistnienie.

Moje poglądy są sprawą dość specyficzną. Bardzo daleki jestem od miłości do osobników pokroju Jaruzelskiego, czy do homosiów. Wcale nie jestem zwolennikiem aborcji, w życiu bym nie dopuścił do wyskrobania mojego dziecka. Ale nie lubię prześladowań politycznych, trzęsie mnie, gdy widzę bohaterów walczących ze starcami, czy próbujących narzucać swój religijny światopogląd mniejszościom.



Temat: Zabić jednym ciosem!
Nie wiem, czy robiono tak z ciosem prostym, ale robiono bardzo dokładne analizy karnych w piłce nożnej. Otóż uwzgledniając czas reakcji, szybkość impulsów nerwowych, czas skurczu mięśni i szybkość lotu piłki - karnego nie da się obronić. A że niektórzy to robią (zwróć uwagę, nie zawsze, czasami)? Wyczucie przeciwnika - bramkarz musi się rzucić we właściwą stronę zanim piłkarz kopnie.

Jeśli masz dwóch zawodników i jeden stoi w zen kutsu a drugi trzyma bokserską gardę, to ten drugi jest wygrany o czas podniesienia rąk. A jak się kończy brak gardy - czasem TV puszcza fajny film "Siła karate -fu". Jest tam fantastyczny mix z zawodów ligth kontaktu. Jakieś 20 minut rajcownej muzyczki i ciężkich nokautów. Tyle walących się na glebę nie obejrzysz przez cały wieczór K-1 czy Pride. Bo garda jest na miejscu a z blokiem musisz zdążyć.
To wszystko prawda. Ale nie na temat...

Jak gość (potencjalny napastnik) na ulicy przyjmie gadając ze mną postawę z gardą bokserską to już wiem, że da mi po ryju. Opuszczam zatem, jeśli tylko mogę, jego towarzystwo. Pa, pa.

A jeśli nie mogę się oddalić, a napastnik był na tyle głupi, że zamiast mnie zamalować znienacka w pysk, przyjął postawę z gardą bokserską to, na rany, nie czekam biernie na jego atak. Jasno zdradził swoje intencje. Zatem np. stosuję 'obronę przez wyprzedzenie ataku' (choćby i kin geri), albo przez zwiększenie dystansu, albo klinczuję, albo (w ostateczności) też przyjmuję szczelną gardę i kicamy dookoła siebie (zależnie od rozwoju sytuacji).
Zatem co mu ta garda dała? Odkrył karty i tyle...

A weźmy sytuację odwrotną. Jakiś lekko zawiany misio podchodzi i coś się pluje.
A Ty co? Przyjmujesz od razu bokserska gardę? Przecież to jest jak rzucenie mu wyzwania do walki!
A może misio tylko by się popluł i oddalił (tak jest chyba dość często). Ale jak wyjechałeś od razu z bokserską gardą, to on już nie odpuści, nie tracąc (tak zwanej) twarzy.
Czyli sprowokowałeś bijatykę z gościem o niokreślonych zamiarach - moje gratulacje.
Zatem co Ci ta garda dała? Zrobiła z Ciebie agresora-napastnika...
(A w kosekwencji możesz i solidnie oberwać, od sprowokowanego przez siebie tą całą gardą do walki, pierwotnie pokojowo nastawionego misia, co chciał tylko pomarudzić o fajki. )

A jeśli taki kolo spróbuje Cię trafić znienacka, to jest już dyskusyjną sprawą, czy skuteczniej się obronisz przyjmując postawę bokserską i bokserską gardę, czy może wydłużając dystans z karateckim blokiem.
I jedno i drugie, w podobnym stopniu, wymaga właśnie 'wyczucia intencji przeciwnika', gdyż inaczej będzie najprawdopodobniej zbyt wolne i zbierzemy strzała w mazak .

Zatem przewaga gardy typu bokserskiego w sparingach, czy nawet w wolnej walce, niekoniecznie przekłada się na sytuacje samoobrony. A karate właśnie wyłącznie do samoobrony powstało.

Szablon by Sliffka